Forum Forum dla studentów IINiSB Strona Główna Forum dla studentów IINiSB
Studia Licencackie Zaoczne - rocznik 2006
RejestracjaSzukajFAQUżytkownicyGrupyGalerieZaloguj
Pan Bush w nadwiślańskim kraju

 
Odpowiedz do tematu    Forum Forum dla studentów IINiSB Strona Główna » Posty o wszystkim Zobacz poprzedni temat
Zobacz następny temat
Pan Bush w nadwiślańskim kraju
Autor Wiadomość
Lewak
Gość






Post Pan Bush w nadwiślańskim kraju
Andrzej Smosarski
Pan Bush w nadwiślańskim kraju

W ramach swojego europejskiego tournee George Bush zdecydował się spędzić ponad trzy godziny na pokładzie swojego najbardziej ulubionego w tej części świata, niezatapialnego lotniskowca zwanego popularnie Polską. W czasie rozmowy poruszono wiele interesujących tematów takich jak: narodziny wnuczki oficjalnego gospodarza wizyty (prezydenta kraju nadwiślańskiego Lecha Kaczyńskiego) czy nadzwyczajne podobieństwo psów obu prezydentów - szkockich terrierów, Tytusa i Barneya. Obaj przywódcy państw wraz z małżonkami zdążyli - mimo krótkiego czasu trwania wizyty - dokonać konsumpcji zakupionego z pieniędzy publicznych obfitego posiłku w postaci tatara z łososia, blinów, jagnięciny, barszczu czerwonego, "kompozycji polskich ryb" oraz sorbetu owocowego. Spożyto alkohol w postaci dwóch rodzajów win. Mimo krótkiego czasu wizyty obie panie prezydentowe znalazły czas na przechadzkę po bałtyckiej plaży.
W chwili wolnej od tych zajęć panowie prezydenci zdołali wymienić zdawkowe uwagi na temat wspólnej realizacji programu obrony antyrakietowej, czyli stworzenia tzw. tarczy. Według tego projektu, strona polska miałaby oddać kawałek swojego terytorium, sfinansować budowę bazy wojskowej i spowodować tym samym wkurzenie do białości swojego sąsiada posiadającego broń atomową, podczas gdy Stany Zjednoczone zbudowałyby w owej bazie instalację zabezpieczającą swoje terytorium przed atakiem pocisków nuklearnych ze strony krajów nie posiadających nie tylko broni atomowej, ale nawet rakiet pozwalających przenosić je na taką odległość. Żadne wiążące decyzje podobno nie zapadły, jednak obie strony dostrzegły potrzebę prowadzenia dalszych negocjacji, oceniając, że taki projekt po wprowadzeniu w życie stanowiłby kolejny dowód wzajemnej przyjaźni, przynosząc jednocześnie obu narodom znaczące korzyści w dziedzinie ochrony suwerenności własnych krajów. Amerykański przywódca podziękował też Polakom za pomoc w "szerzeniu wolności" w Iraku (za pomocą broni)oraz na Kubie i Białorusi (za pomocą propagandy).
Polityczne efekty wizyty uznano za zadowalające. "To jest najwyższej rangi delegacja, jaką mieliśmy okazję przyjąć w Polsce" podkreślała w wypowiedzi dla portalu gazeta.pl. szefowa gabinetu prezydenta Polski,Teresa Jakubiak. Nie brakowało ocen entuzjastycznych: Wysoko oceniono umiejętności polityczne dostojnego gościa. "Były zaprzyjaźnione rodziny i psy tak podobne, że nie wiadomo, którego to prezydenta. Psy znane są doskonale w amerykańskiej sztuce marketingu politycznego, zmiękczają wizerunek polityków i czynią ich przyjaznymi. Amerykańscy prezydenci wykorzystywali je wielokrotnie, np. Richard Nixon czy Ronald Reagan." zachwycał się politolog i amerykanista z Wyższej Szkoły Handlu i Prawa im. Łazarskiego w Warszawie dr Grzegorz Kostrzewa-Zorbas.
W związku z przyjazdem prezydenta George`a Busha na Hel, w kraju zapanowało gorączkowe podniecenie. Reporterzy stacji informacyjnej TVN24 już na osiem godzin przed momentem przylotu przygotowywali widzów do wielkiej chwili, prezentując im krajobrazy półwyspu helskiego, wywiady z mieszkańcami, horoskopy stawiane przez ekspertów politycznych, a przy okazji rysując wizje krwawych walk alterglobalistów i policji. Szefowie dwóch sąsiadujących ze sobą gmin: Jastarni i Helu toczyli ze sobą zacięty spór o to, któremu z samorządów podlega terytorialnie ośrodek prezydencki w którym miał zatrzymać się twórca wojny w Iraku. Nie obyło się bez argumentów z dziedziny geografii usytuowania znaków drogowych oraz odniesień do struktury lokalnej sieci kanalizacyjnej.
W ramach przygotowań do uroczystego przyjęcia szefa Ameryki przez wdzięczny lud polski w okolicę wizyty ściągnięto 3000 policjantów, wozy z armatkami wodnymi, samochody pancerne i helikoptery oraz całą masę tajniaków, w tym także tych "made in USA". W dniu przylotu Wielkiego Brata wstrzymano większość pociągów na kierunku Reda - Hel oraz urządzono blokadę dróg, aby byle obywatele nie pałętali się za blisko miejsca, gdzie debatowano nad urodą terrierów. Liczni urlopowicze oraz mieszkańcy półwyspu na kilka godzin zostali pozbawieni możliwości powrotu do swoich domów, co wyraźnie zwiększyło ich sympatię dla przeciwników prezydenta USA.
Około dwustu przeciwnikom polityki George` Busha którzy zdołali jednak przebić się na odcięty od reszty świata kawałek Polski, nie pozwolono urządzić zgodnej z prawem manifestacji, mimo pozwolenia udzielonego przez przedstawiciela lokalnej władzy, burmistrza Jastarni - Tymoteusza Narkowskiego. "Działania policjantów są bezprawne, a środki bezpieczeństwa niewspółmierne do okoliczności. Widziałem kilku funkcjonariuszy ze strzelbami gładkolufowymi. Nad głowami wciąż lata jakiś śmigłowiec. Gdyby w gminie wprowadzony był stan wyjątkowy, wiedziałbym chyba o tym" - skarżył portalowi Gazeta.pl ów nieborak, któremu "wyraźnie drżały ręce". Rzecz jasna, owe protesty nie zrobiły najmniejszego wrażenia na policji. Demonstrantów zepchnięto z drogi na chodnik, a dowodzący tą akcją oficer sił bezpieczeństwa wyniośle odmówił podania swojego nazwiska zarówno demonstrantom jak i mediom. Już po manifestacji, zaledwie kilka godzin po tym jak prezydent Bush przypomniał o prawie narodu białoruskiego do korzystania z swobód demokratycznych, polscy tajniacy skatowali obywatela Białorusi, za to, że uczestniczył w legalnej manifestacji przeciw Bushowi usiłując właśnie z owych praw korzystać.
Co ciekawe, na długi czas przed wizytą prezydenta Busha w Polsce w środowiskach dziennikarskich i politycznych uparcie lansowano teorię, że szefowi amerykańskiego rządu grożą w naszym kraju jakieś straszliwe niebezpieczeństwa ze strony tzw. ruchu alterglobalistycznego, którego liczebność da się zamknąć w skali kraju w co najwyżej liczbie tysiąca osób, z czego do fizycznej konfrontacji z policją nadaje się może pięć do siedmiu procent. Z nieznanych przyczyn, uznawano też, iż na Hel zechcą przybyć demonstranci zachodni, którzy wcześniej prowadzili działalność edukacyjną wobec przywódców najpotężniejszych państw świata w północnych Niemczech, na różne sposoby tłumacząc im, że dyskusja nad globalnego wolnego rynku jeszcze nie dobiegła końca...
Najwyraźniej nie zwrócono lub nie chciano zwrócić uwagi na fakt, iż aktywiści z państw zachodnich od lat toczą walkę z kapitalizmem dokładnie tam, gdzie przebiega w tym boju linia frontu - we Francji, Niemczech, Włoszech i państwach skandynawskich, unikając zbędnych wycieczek do republik bananowych i ziemniaczanych. Wizyty w Polsce są dla nich równie interesujące politycznie, co eskapady do Tanzanii, na Litwę czy do Kazachstanu i jakiekolwiek napinanie muskułów na forum międzynarodowym przez ekipę braci Kaczyńskich nie zmienia faktu, że nawet obdarta artystycznie młodzież z pierwszego świata nie spieszy na nadwiślańskie peryferia, aby emocjonować się jak prezydent USA pociesza lokalnego kacyka plemiennego, że "na razie jest tu rżysko, jutro będzie San Francisco", albo chwali go za wybór odpowiedniej rasy psa. Nikt z owych ludzi nie wierzy też, że pozujący na buntownika wobec krajów zachodniej Europy prezydent Polski jest czymś więcej niż swego rodzaju namiestnikiem Wielkiego Brata na terenie starego kontynentu, który byłby w stanie sprzeciwić się w realizacji jakichkolwiek jego militarnych planów, nawet tym realizowanych kosztem własnej suwerenności.
O sile organizacji tworzącej mikrokosmos tzw. ruchu alterglobalistycznego w Polsce informuje rząd ulokowana w nim agentura, o stosunku zachodnich aktywistów do naszego kraju - doświadczenie polskich antyszczytów i monitoring granic. Toteż, nawet znając realia polityczne kraju nadwiślańskiego oraz traktując z wyrozumiałością osobliwe przejawy służalczości kolejnych namiestników (choć ich bizantyjska oprawa każe z czułością wspominać skromność lokajów Leonida Breżniewa), warto zapytać, czemu właściwie ma służyć cały ten cyrk? Komu i do czego była potrzebna ta cała błazenada wokół kilkugodzinnej wizytypoświęconej konsumpcji ryb, sorbetów i alkoholu, dysputom o wnuczkach i psach tudzież ogólnikowym pogawędkom ogólnopolitycznym? Po co było pacyfikować kawałek wybrzeża, ściągając zagony policji z kraju w liczbie przynajmniej dziesięciokrotnie zawyżonej? Jaki cel mogło mieć dręczenie lokalnej społeczności i turystów poprzez terrorystyczne w gruncie metody: zakłócanie komunikacji kolejowej, reglamentowanie prawa do poruszania się drogami publicznymi, atakowanie przez policję legalnej demonstracji, która winna być przez ową policję ochraniana? Po co jakiś pajac lub kretyn pozujący na fachowca od bezpieczeństwa publicznego udaje, że zagrożeniem obu prezydentów jest manifestacja dwustu osób?
I pytania podstawowe: co to za dziwaczny kraj, ta cała Polska, w której byle przygłup w policyjnym mundurze może dowolnie ignorować decyzje lokalnej władzy politycznej, której przedstawicielowi w czasie przedstawiania swoich racji "wyraźnie drżą ręce"? Cóż to za demokracja przecudowna, w której bez wprowadzania specjalnych przepisów związanych z występowaniem sytuacji nadzwyczajnej - wojny, klęski żywiołowej itd - władze bezpieczeństwa mogą zatrzymywać pociągi i ruch kołowy, aby zablokować przemieszczanie się obywatelom nie skazanym sądownie na ograniczenie wolności, tylko z racji ich poglądów politycznych? I co to za suwerenność narodowa, gdy wyznacznikiem praw jednostki staje się jej lojalność wobec działań prezydenta innego kraju?
Tak naprawdę, jakość oprawy politycznej i policyjnej wizyty prezydenta USA, stanowi najlepszy argument świadczący o racjonalności myślenia i postępowania jej przeciwników. Oto prawdziwy wymiar wolnorynkowej demokracji, jeśli tylko jej uczestnicy pragną zrobić coś więcej niż opowiedzieć się po stronie jednej z politycznych klik zbudowanych za pieniądze oligarchii finansowej. Kiedy zaczynają dotykać prawdziwych problemów dręczących ludzkość, reagują na wojny i biedę, nie wahają się zadawać pytań o odpowiedzialność za obecny stan rzeczy, nagle przestają być traktowani jako pełnoprawni obywatele swojego kraju... Prawa człowieka - tak oczywiste jak prawo o przemieszczania się po terenie własnego kraju - mogą zostać w każdej chwili anulowane decyzją jakiegoś niskiej rangi urzędnika policji, którego nazwiska poszkodowani takim obrotem rzeczy nigdy nie poznają. Nie potrzeba do tego żadnego dodatkowego ustawodawstwa ani trybunałów specjalnych, a pokrzywdzonych zawsze da się przedstawić jako reprezentantów jakiegoś dziwacznego plemienia, którego nie zechcą bronić media, autorytety czy wybrańcy narodu. Po co więc nam ten teatr pozorów, te wszystkie konstytucje krajowe i kontynentalne, kodeksy i sędziowie, fundacje helsińskie, opowiastki o swobodach obywatelskich i państwie prawa?
Oto mamy kolejny dowód na to, że oficerowie polityczni kapitalizmu czuwają, nie wahając się nawet dmuchać na zimne w trosce o zachowanie kontroli nad aktywnością społeczną. Cała ta błazeńska kampania nie może mieć bowiem nic innego na celu, jak tylko zastraszanie opozycji politycznej, i to tej prawdziwej, która dopiero wykluwa się, niosąc światu nadzieję na lepszą przyszłość. Decydenci światowej polityki i lokalni kacykowie powoli zaczynają dostrzegać, że w tym, co zwie się potocznie ruchem alterglobalistycznym, może znajdować się zaczyn ruchu zdolnego do wpływania na rzeczywistość... I że oprócz zadymiarzy, cwaniaków, artystów, czy wariatów, których nie brak w żadnym ruchu politycznym, zaczynają pojawiać się ludzie próbujący znaleźć odpowiedzi na pytania, których oficjalnie nikt nie waży się zadawać, a co gorsza - szukający też innej metody działania, niż wybieranie co kilka lat kolejnej grupy oszustów w wyborczej farsie. Rzecz jasna, w polskiej rzeczywistości ta kampania zastraszania nie jest wycelowana tylko w mikrostruktury radykalnej lewicy, ale ma stanowić ostrzeżenie dla tych, którzy pozostają dziś bierni, ale codzienny żywot w kapitalistycznym raju może skłonić ich do zmiany zachowania.
Na razie jednego możemy być pewni jednego, oglądając na ekranach telewizorów upudrowane twarze Kwaśniewskich, Kaczyńskich, Tusków czy Giertychów: O prawdziwym wymiarze polskiej demokracji decyduje wola namiestnika światowego kapitalizmu i wąsaty policjant, który nie raczy nawet podać swojego nazwiska.
[19.06.2007]


artykuł pochodzi ze strony ww.ck-la.tk
Wto 9:27, 26 Cze 2007
Wyświetl posty z ostatnich:    
Odpowiedz do tematu    Forum Forum dla studentów IINiSB Strona Główna » Posty o wszystkim Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do: 
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Design by Freestyle XL / Music Lyrics.
Regulamin